
Detektyw Zalewski na tropie
Edward
Mogilski, Martwa laleczka
wydawnictwo:
koobe
format:
ebook (.mobi)
data
wydania: 15 sierpnia 2013 r.
ISBN:
978-83-9362-535-2
Lubię powieści kryminalne. Trup nie musi się w nich słać gęsto, ważniejsze jest dla mnie, by była zagadka, wnikanie w umysł przestępcy i dochodzenie do kierujących nim pobudek. Z tego też powodu coraz częściej sięgam po kryminały polskich autorów, osadzone w naszych polskich realiach. Bez super szybkich bryk, pobłażliwych szefów, domów przy plaży i strzelanin bez pytania kto zacz. Opis debiutanckiej powieści Edwarda Mogilskiego, zatytułowanej Martwa laleczka wskazywał, że powinno być tak, jak lubię. Zagadka, nieznany morderca i tajne, brudne interesy ludzi u władzy. I było, ale coś mi zgrzytało podczas lektury.
Pomieszanie bałaganu ze zbytkiem lekko mnie ukłuło. Ja miałem u siebie tylko bałagan.
Adam Zalewski jest prywatnym detektywem. W życiu prywatnym niezbyt mu się wiedzie, nie mówiąc już o zawodowym, gdzie klientów jest jak na lekarstwo. Trwając tak od zlecenia, do zlecenia, co jakiś czas wracają do niego słowa jego niegdysiejszej dziewczyny, która usilnie namawiała go do zmiany zawodu, twierdząc, że Adam jako detektyw po prostu się marnuje. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie od młodej kobiety, Alicji Morawskiej-Kopeć, która chce, by detektyw znalazł dowody zdrady jej męża, Pawła. Choć Adam na natłok zleceń nie narzeka, to pracy dla Morawskiej-Kopeć podejmuje się niechętnie. Śledztwo zostaje jednak brutalnie przerwane niedługo później, kiedy kobieta zostaje znaleziona w zamku niedaleko Olsztyna. Martwa. Konkretyzując: porąbana na kawałki. Zalewski, wbrew zdrowemu rozsądkowi, decyduje się kontynuować śledztwo, które wkrótce doprowadzi go do spraw, o których istnieniu nigdy by nie pomyślał.
Martwa laleczka to kryminał, osadzony na starym i sprawdzonym hollywoodzkim schemacie: odsuńcie funkcjonariusza (w tym przypadku detektywa) od sprawy, a zyskacie pewność, że ją rozwiąże. I tak jest w tym przypadku. Choć z ręką na sercu przyznać muszę, że śledztwo w wykonaniu Zalewskiego strasznie mnie nużyło. Naprawdę, początkowo akcja powieści wlekła się wręcz niemiłosiernie, a ja, ze stopniowo niknącą nadzieją, wypatrywałam zdań, gdzie fabuła nabierze tempa. I nie powiem, nabrała, ale dopiero, gdy 2/3 książki było już za mną. Potem zaś akcji tej było zbyt dużo, panował straszny natłok wydarzeń. Jedno zahaczało o drugie, poganiane przez trzecie. Odniosłam trochę wrażenie, że autor początkowo nie miał zbyt wielu pomysłów na rozwój opowiadanej przez siebie historii, zaś im bardziej zbliżał się do zakończenia powieści, tym więcej pomysłów rodziło się mu w głowie, a on starał się je wszystkie wykorzystać. Po prostu brakło umiaru. Ale, jako że jest to powieść debiutancka, to myślę, że można na to popatrzeć trochę przez palce.
Sama powieść napisana jest językiem prostym, bez zbędnych ozdobników w postaci opisów architektonicznych miast czy zachwytu nad otaczającym krajobrazem. W tym przypadku to się ceni, bowiem autor postawił na konkrety, rzeczowo podszedł do tematu. Co mi się spodobało, to przedstawienie obrazu społeczeństwa polskiego takim, jakie jest. A że jest to często obraz gorzki i szary... Cóż, nie oszukujmy się, że jest inaczej... I ta wrodzona wścibskość, życie życiem sąsiadów i znajomych. Bohaterowie drugoplanowi w Martwej laleczce są bardzo pomocni, chętnie podając dane zamieszkania poszukiwanych osób. Znają się też na dodatkowych profesjach swoich sąsiadów, kolegów z pracy. Wiedzą, że ktoś świadczy odpłatnie usługi seksualne, ba, wiedzą nawet gdzie i w jakich godzinach można go spotkać po etacie. I dane te chętnie podają, uzupełniając go pięknym, słowiańskim „A teraz wypierdalaj”. Ot, polska usłużność.
Jako że czytnika e-booków nie posiadam, to Martwą laleczkę czytałam na moim smartfonie. I niestety, ale zauważyłam całą masę sierot w tekście. Ponieważ na składzie i łamaniu tekstu trochę się znam, ponieważ się nim zajmuję, to strasznie kuło mnie to w oczy, patrzenie na wiszące spójniki. I ogólna korekta tekstu. Błędów ortograficznych nie wyłapałam, ale dość widoczne było zamiłowanie do wstawiania przecinka przed że prawie w każdym przypadku, łącznie z wyjątkami. Lub brak rzeczonych, w szczególności przy zdaniach, gdzie występowało słowo który. I dość częsty brak pauz dialogowych. Jestem wzrokowcem, nic na to nie poradzę, i niestety takie smaczki odbierają mi trochę przyjemności z lektury powieści.
Podsumowując, Martwa laleczka mnie nie zachwyciła, ale też nie do końca zraziła do autora. Wiadomo, z debiutami bywa różnie, ten w mojej ocenie jest przeciętny. Nic szczególnie zachwycającego, ale też nie odpychającego. Jeśli autor poprawi swój warsztat pisarski, to wróżę mu dobrze.
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję
pani Ewie i Wydawnictwu koobe

Bardzo ciekawa recenzja, książki chyba jednak nie przeczytam :)
OdpowiedzUsuńCo kto lubi :)
UsuńA ja tam bym zaryzykował. Zachęcił mnie wyłącznie Twój opis usłużności polskiego społeczeństwa, ale w wielu reckach nie zachęca mnie nic, dlatego jeśli spotkam tę książkę w bibliotece, chętnie po nią sięgnę.
OdpowiedzUsuńMój drogi, w bibliotece nie znajdziesz, bo została wydana w formie ebooka i wątpię, by w sprawie formatu coś się zmieniło ;)
UsuńEee,to słabo - niestety nie dysponuje czytnikiem, więc jedyną opcją są dla mnie wersje papierowe :)
UsuńO, a przed chwilą czytałam recenzję, która raczej zachęca do lektury. No i teraz czuję się lekko skołowana,. :P
OdpowiedzUsuńNie powiem, jest dobra, ale dopiero jak się rozkręci ;) A że rozkręca się powoli... ;)
UsuńJa dałam radę przeczytać tylko 100 stron. Dla mnie to nic dobrego :)
UsuńBo nie dotarłaś do momentu, kiedy się rozkręca ;)
UsuńAle zmęczona byłam, nie porwało mnie. Słabo. :)
UsuńPatrząc wyłącznie na okładkę, nie odgadłabym raczej, że to kryminał. Być może kiedyś się skuszę na tę lekturę :)
OdpowiedzUsuńPo okładce może nie widać, że to kryminał, za to tytuł już coś sugeruje ;) Ale przeczytaj jeśli będziesz miała okazję, a nuż Ci się spodoba? ;)
UsuńHmm.. debiuty bywają różne, ale w końcu każdy autor kiedyś debiutował :) Mimo wszystko jest tutaj coś, co mnie zainteresowało.
OdpowiedzUsuńW takim razie przeczytaj, może akurat Ci się spodoba? :)
Usuńto kryminał, osadzony na starym i sprawdzonym hollywoodzkim schemacie: odsuńcie funkcjonariusza (w tym przypadku detektywa) od sprawy, a zyskacie pewność, że ją rozwiąże. I tak jest w tym przypadku. - ten tekst podoba mi się najbardziej! uśmiałam się choć to szczera prawda!! ;DD co do przygód wspomnianego detektywa, nie mówię nie bo lubię kryminały;)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że spodobało Ci się moje porównanie ;)
UsuńPrzeczytałam. Podobało mi się. Zgadzam się, że formatowanie do bani, u mnie spacje kilometrowe. Korekta wskazana - w jednej z wypowiedzi dotyczącej kobiety czasowniki raz rodzaju męskiego, raz żeńskiego. Ot, drobna wpadka ;) Język nie hallo? A to może trzeba Zalewskiego odesłać do szkół? Co do okładki. Mnie akurat tytuł i krwisty kolor lakieru bardzo się kojarzy z kryminałem.
OdpowiedzUsuńChoć mamy odmienne zdania na temat książki, to z całym szacunkiem - super
recenzja. Trafne spostrzeżenia, świetne sformułowania; że tak powiem - recenzja barwna
Dziękuję :)
Usuń