REDRUM
Stephen King, Lśnienietytuł oryginału: The Shining
przekład: Zofia Zinserling
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 26 marca 2009 r.
liczba stron: 520
ISBN: 978-83-7648-113-5
Stephen King to marka sama w sobie. Kochają go fani słowa pisanego i producenci filmowi. Ekranizacji jego powieści nakręcono sporo i wiele z nich odniosło mniejszy lub większy sukces medialny. Jedną z nich była ekranizacja Lśnienia z 1980 roku z rewelacyjną rolą Jacka Nicholsona. Co do obsadzenia roli Wendy wypowiadać się nie będę, bo w tym przypadku... hmm... no cóż, moim zdaniem Shelley Duvall niezbyt odnalazła się w tej roli. Mniejsza z tym. Film ogląda się bardzo dobrze, a genialna scena hallu zalewanego hektolitrami krwi do dzisiaj budzi zachwyt. Tyle o filmie, wspomnę tylko jeszcze, że oglądnęłam go na długo przed przeczytaniem po raz pierwszy Lśnienia. Kolejność nie zachowana, trudno, jednakże nie odebrała mi ona przyjemności płynącej z lektury jednej z najgłośniejszych powieści Kinga. Wręcz przeciwnie, pozwoliła osadzić postacie w odpowiednim miejscu i czasie.
Jack Torrance, były nauczyciel w szkole przygotowawczej w Stovington, zostaje zatrudniony na posadzie stróża w hotelu Panorama w Kolorado. Pensjonat ten, położony wysoko w górach, zimą zostaje całkowicie odcięty od świata zewnętrznego, lecz mimo to ktoś musi się nim zajmować, by przez zimowe miesiące coś się nie zepsuło i by wraz z rozpoczęciem wiosny, był gotowy do wznowienia pracy. Z dniem zamknięcia hotelu dla gości, Jack wprowadza się do niego wraz ze swoją rodziną: żoną Wendy i 5-letnim synem, Dannym. Mężczyzna ma nadzieję, że w czasie pobytu w hotelu uda mu się ukończyć sztukę, którą uważa za jedyną możliwość odbicia się od dna. Syn Jacka, Danny, posiada dar jasnowidzenia, tytułowe lśnienie, które sprawia, że chłopiec widzi rzeczy przeszłe i przyszłe. Dzięki temu odkrywa, że hotel jest nawiedzony i, co gorsza, nie dopuści do tego, by rodzina Torrance kiedykolwiek go opuściła...
Nic nie stoi na przeszkodzie. Nic, chyba to, że należy do Panoramy, a ona nie życzy sobie ich wyjazdu. Bynajmniej. Panorama świetnie się bawi. Może napędzić stracha małemu chłopcu, napuszczać na siebie nawzajem męża i żonę, a jeśli umiejętnie rozegra karty, może skończyć się tak, że będą przemykali po korytarzach niczym urojone cienie z powieści Shirley Johnson, tyle że tam po Domu na Wzgórzu coś chodziło w pojedynkę, a tutaj nie zabrakłoby towarzystwa, o nie, byłoby go w bród.
Lśnienie zostało okrzyknięte „horrorem wszech czasów” i trudno jest nie zgodzić się z tym twierdzeniem. Powieść ta jest bowiem doskonałym połączeniem powieści grozy i powieści psychologicznej. Proporcje obu gatunków są doskonale wyważone, nie ma w nich żadnej przesady ani w jedną, ani w drugą stronę.
Lśnieniem rządzi obłęd, jego narodziny i eskalacja na ogromną skalę. Jest on ukazany w sposób prosty, lecz zarazem przerażający. Sposób, w jaki Panorama zawładnęła Jackiem pokazano ze wszystkimi, nawet najbardziej banalnymi szczegółami. Wielu osobom, z tego co czytałam, nie podobał się motyw ożywającego żywopłotu, uważając go za dziecinny, widząc w nim zapychacza stron. Mi natomiast przypadł do gustu. Wszak rodzący się obłęd sprawia, że w rzeczach z pozoru zwyczajnych, zaczyna się dostrzegać budzące grozę zjawiska, jakimi w przypadku Lśnienia były zwierzęta wystrzyżone z żywopłotu.
Kiedy ktoś niechcący wtyka rękę w gniazdo os, nie obiecuje diabłu, że zrezygnuje ze swego cywilizowanego ja, które cechuje miłość, szacunek i honor. To się po prostu dzieje. W sposób bierny, bez udziału woli, człowiek przestaje się kierować rozumem, zaczyna zaś słuchać zakończeń nerwowych; w pięć sekund z absolwenta college’u łatwo przemienia się w kwilącą małpę.
Postacie zostały wykreowane przez Kinga w sposób bardzo przemyślany, są żywe, wręcz namacalne. Choć z początku niezbyt mogłam przyzwyczaić się do wysokiej świadomości Danny’ego, to z kolejnymi stronami zaczęłam postrzegać go przez pryzmat jego daru. Wszak dziecko obdarzone jasnością będzie mimo wszystko inteligentniejsze, rozsądniejsze niż jego rówieśnicy. Jack Torrance miał diabelski uśmiech Jacka Nicholsona, a Wendy... powieściowa Winifreda była o niebo lepsza od wspomnianej przeze mnie na początku Shelley Duvall.
W Panoramie wszystko w jakiś sposób żyło, jakby ją nakręcono srebrnym kluczykiem. Zegar chodził. Zegar chodził.
To on jest tym kluczem, myślał smętnie Danny. Mimo przestróg Tony’ego pozwolił, aby rzeczy się działy.
Lśnienie jest jedną z kilkunastu powieści Kinga, które miałam okazję przeczytać. Każda z nich pokazuje jego geniusz pisarski. Bo czy nie jest geniuszem wzięcie na tapetę tematu dość oklepanego, jakim jest nawiedzony budynek i zbudowanie TAKIEJ powieści? Z tym niepowtarzalnym, budzącym grozę klimatem, rewelacyjnymi powieściami? Powieści, od której naprawdę trudno jest się oderwać?
Jak dla mnie, pozycja obowiązkowa dla fanów gatunku, autora i nie tylko.
A Danny powrócił. Dorósł, nauczył się posługiwać swoim darem. Można go spotkać na kartach powieści Doktor Sen, którą mam nadzieję jeszcze w tym miesiącu Wam przedstawić.

Muszę wreszcie zapoznać z twórczością autora
OdpowiedzUsuńKoniecznie :)
Usuńświetna recenzja! szczegółowa i wciągająca! Lśnienie jeszcze przede mną! I ja chcę najpierw przeczytać książkę, a dopiero potem obejrzeć film;) Pozdrawiam;) ja osobiście uwielbiam jego Wielki Marsz;D
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
Usuń"Wielkiego Marszu" nie czytałam, ale jako że to King, to prędzej czy później przeczytam :)
Próbowałam przeczytać tę książkę, jednak po pierwszych stu stronach dałam sobie spokój. Styl pisania Kinga jest chyba dla mnie odrobinę zbyt ciężki.
OdpowiedzUsuńTak, książki Kinga do najlżejszych nie należą, ale może jeszcze kiedyś się do niego przekonasz :)
Usuń"Lśnienie" bardzo mi się podobało (oczywiście), ale uważam, że King ma w swoim dorobku lepsze książki. W każdym bądź razie przy lekturze zbytnio się nie bałem - więcej emocji dostarczyło mi np. "To" ;)
OdpowiedzUsuńNie mówię (piszę), że "Lśnienie" jest straszne, ale na pewno jest niepokojące :) Przynajmniej w mojej opinii.
UsuńCo do "To", to kwestia jest taka, że... boję się klaunów... Ale film "To" oglądnęłam kilka lat temu. I zdarza się mi mieć koszmary z Pennywise'em... :) Książkę też pewnie kiedyś przeczytam - jak ją znajdę i się odważę.
Nie wiem, czemu ludzie tak uwielbiają Kinga i kochają ,,Lśnienie". Tego nie da się czytać.
OdpowiedzUsuńCo kto lubi i co się komu podoba.
UsuńBardzo chciałabym zapoznać się z twórczością Kinga!
OdpowiedzUsuńKlasyka poznać trzeba ;)
UsuńMuszę ją dorwać! :D Biblioteko, nadchodzę :D
OdpowiedzUsuńI strach się bać! ;)
UsuńWidzę, że sięgasz po klasykę :) "Lśnienie" jest świetne, choć zgadzam się z Łukaszem, że King ma w dorobku książki przyprawiające o większe ciarki :)
OdpowiedzUsuńZgodzę się, bardziej bałam się czytając "Cmętarz zwieżąt" :)
UsuńJak na razie oglądałam jedynie film. Muszę to nadrobić :)
OdpowiedzUsuńTak, w przypadku "Lśnienia" film i książka uzupełniają się wzajemnie, mimo iż różnią się momentami :)
UsuńLubię Kinga, mam jednak problem z jego grubymi powieściami. Jakby męczyło mnie długie wprowadzenie w fabułę. "Lśnienie" widziałam, kiedyś próbowałam czytać - dawno temu, miałam ok. 14 lat. Może jeszcze się skuszę:)
OdpowiedzUsuńFakt, King lubi w szczegółowy sposób wprowadzać czytelnika w swoją powieść, ale jeśli mam być szczera, to podoba mi się to u niego :)
UsuńZ całą pewnością - przeczytam! King, to jednak mistrz i żałuję, że jeszcze nie miałam okazji przeczytać tej książki. Zwłaszcza, że już w księgarniach można dostać Doktora!
OdpowiedzUsuńTak, można. Mój egzemplarz czeka już na półce :)
UsuńŚwietnie, że przedstawiasz te książki po kolei - mam na myśli "Lśnienie" i "Doktora sen" :) Fajnie się te recenzje uzupełnią. I ja się zgodzę, że "Lśnienie" to must-read, jedna z lepszych powieści Mistrza, najbardziej straszy w wieku nastu lat ;)
OdpowiedzUsuńWiesz, kiedy dowiedziałam się, że w moje ręce trafi "Doktor Sen" stwierdziłam, że muszę sobie przypomnieć historię hotelu Panorama. Dlatego też z moich półkowych stosów wyciągnęłam "Lśnienie" ;)
UsuńChociaż nie przepadam za horrorami, to uważam "Lśnienie" za jedną z najlepszych książek w ogóle. Podoba mi się styl pisania Kinga - jest dość prosty, ale nie prostacki i chyba nikt tak jak on nie potrafi ukazać ciemnych stron człowieka. Czekam na recenzję "Doktora Snu" (chyba tak to należy odmieniać). Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńPodpisuję się pod tym obiema rękami :)
UsuńOczywiście zamierzam przeczytać :):)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Bardzo dobry wybór :)
UsuńCzytałam tylko jedną ksiażkę tego autora i mam zamiar kolejną przeczytać : )
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :>