Obyśmy byli szczęśliwi
Melanie Benjamin, Alicja w krainie rzeczywistościtytuł oryginału: Alice I Have Been
przekład: Irena Kołodziej, Maria Rei
wydawnictwo: Amber
data wydania: 18 lutego 2010 r.
liczba stron: 328
ISBN: 978-83-241-3603-2
okładka: broszurowa
„Alicja miała już dość siedzenia obok siostry na pochyłym brzegu rzeki...” – tymi słowami rozpoczyna się jedna z najsłynniejszych i najchętniej czytanych bajek. Alicja w Krainie Czarów, bo to o tej książce właśnie mowa, od lat cieszy się popularnością nie tylko wśród dzieci, lecz również i dorosłych. O ile pierwsza grupa sięga po nią chętnie z powodu fantastycznych przygód małej Alicji, to dorośli czytelnicy mogą się interesować stworzoną przez Lewisa Carrolla (a właściwie Charlesa Lutwidge’a Dodgsona) historią głównie ze względu na samego autora, który już w swoich czasach był postacią kontrowersyjną. Jednakże historia przedstawiona przez amerykańską pisarkę, Melanie Benjamin, nie tyle opowiada o Carrollu, jak o jego muzie, natchnieniu i po trosze... niespełnionej miłości. O Alicji Pleasance Liddell, pierwowzorze Alicji z Krainy Czarów.
Jestem Alicją, Alicją będę.Alicją byłam.
Charles Lutwidge Dodgson był wykładowcą w katedrze matematyki w Christ College. Był autorem około 250 prac naukowych z dziedziny matematyki, jak również logiki i kryptografii. Jednakże w pamięci większości ludzi zapisał się jako autor opublikowanej pod pseudonimem Lewis Carroll, książki dla dzieci, która w niezwykle szybkim tempie podbiła serca czytelników na całym świecie. Będąc utalentowanym matematykiem oraz, jak się okazało później pisarzem, fascynował się fotografią. Jako fotograf-amator wolał pracować ze swoimi modelami swobodnie, na tle przyrody, niż w sztywnej, studyjnej atmosferze. Zbiory zdjęć Dodgsona liczą około 3000 zdjęć, z czego blisko połowę stanowią zdjęcia dzieci, głównie małych dziewczynek. Z tego też powodu już w czasach mu współczesnych plotkowano o jego rzekomych skłonnościach, co było jednym z powodów jego izolowania się od reszty społeczności akademickiej Oksfordu. Dzisiaj bez wątpienia zostałby nazwany pedofilem, choć nie ma – i nie było – ku temu żadnych powodów.
Jedno z jego głośniejszych zdjęć, wykonane w 1858 roku, przedstawia młodziutką, bo zaledwie 7-letnią Alice Pleasance Liddell, córkę dziekana Christ Church, wystylizowaną na Cyganeczkę. To właśnie to zdjęcie skłoniło Melanie Benjamin do przyjrzenia się bliżej samej Alice, jej wpływowi na Dodgsona oraz konflikcie, który na zawsze ich rozdzielił. Tak powstała Alicja w krainie rzeczywistości.
Za nic nie potrafiłam zrozumieć, jak to możliwe, by jeden mężczyzna... nieśmiały, jąkający się, z aparatem fotograficznym, bez końca opowiadający zmyślone historie......stał się przyczyną takiego zamętu.
Sięgając po Alicję w krainie rzeczywistości tak na dobrą sprawę nie wiedziałam co mnie czeka podczas lektury, lecz wraz z pierwszymi przeczytanymi kartkami, w moim sercu zaczęły się pojawiać obawy czy to aby na pewno książka dla mnie. Bałam się, że zacznę czytać o molestowaniu dzieci czy innych podobnych, ohydnych praktykach. Mało tego, nawet w pewnym momencie zaczęłam myśleć stereotypowo i ilekroć moim oczom ukazało się nazwisko "Dodgson", w głowie zapalała mi się czerwona lampka z napisem "pedofil". Bo jak inaczej można zinterpretować zachowanie dorosłego mężczyzny, który preferuje towarzystwo dzieci i z wielką lubością robi im zdjęcia? Jednakże wraz z kolejnymi przeczytanymi rozdziałami zaczęłam postrzegać Dodgsona... inaczej. Jako... idealistę, człowieka, który z melancholią dorosłego patrzy na niewinność i żywiołowość dziecka, któremu świat jeszcze nie zdążył zniszczyć pięknych marzeń.
Mężczyzna, który upodobał sobie dziecko, i dziecko, które myślało, że jest kobietą, zwrócili się ku sobie w gorący letni dzień, niepomni na nic i na nikogo poza sobą.
Choć książka pani Benjamin jest próbą przedstawienia losów dziewczynki uwiecznionej na zdjęciu jako mała Cyganeczka, to uważam, że powieść ma tak naprawdę dwie części. Pierwsza z nich opowiada o coraz bardziej zacieśniających się więzach między Alice Liddell a Charlsem Dodgsonem, o wpływie dziewczynki i jej zachętach do spisania snutej pewnego letniego popołudnia, podczas wycieczki, opowieści. O przyjaźni, która kończy się brutalnie i niespodziewanie dla dwojga przyjaciół, gdzie dla jedenastoletniej już Alice jej niezrozumiałe dlaczego jej matka nagle kategorycznie zakazuje jej kontaktów z przyjacielem oraz każe spalić napisanego przez niego listy... Druga część powieści opowiada już losy samej Alice, 18-letniej kobiety, która musi stanąć twarzą w twarz ze sławą, którą przyniosło jej wydanie Alicji w Krainie Czarów. W dodatku nie może sobie przypomnieć co tak naprawdę było powodem afery, której skutkiem było zerwanie kontaktów z panem Dodgsonem... I ta sprawa, nieświadomie, lecz przez wiele lat, będzie zaprzątać jej myśli...
Dlaczego zawsze dzieli nas tyle barier? Ubranie, etykieta, czas, wiek, racja rozumu... Czyż nie jestem jego nieokrzesanym, swobodnym dzieckiem? Wyśnioną Cyganeczką?
Alicja w krainie rzeczywistości nie jest biografią ani Alicji Pleasance Liddell, ani Charlesa Lutwidge’a Dodgsona. Choć opowieść zawiera wiele autentycznych wątków z życia tych ludzi, to książkę przypisać należy raczej gatunkowi literatury współczesnej. O Dodgsonie (jak i jego literackim alter ego) wiadomo całkiem sporo, lecz o Alice napisano niewiele, zaś większość oficjalnych informacji o niej zawiera się w czterech zdaniach. Dlatego też uważam, że Alicję w krainie rzeczywistości można postrzegać jako ciekawą i dość dokładną próbę przedstawienia losów panny Liddell, wraz ze wszystkimi jej radościami i smutkami.
Melanie Benjamin przedstawiła czytelnikom wiktoriańską Anglię, spętaną konwenansami, sztywną etykietą i manierami, gdzie dzieci pomysłowe i żywiołowe stanowiły raczej źródło zmartwień i wszelakich kłopotów, niż pociechy. Anglię hipokrytów, którzy widzieli wady u wszystkich wokół, lecz nie u siebie.
Powieść pani Benjamin jest pełna emocji: przyjaźni, miłości, smutku i żalu. Wręcz wylewają się one z kart książki i przepełniają czytelnika. Historia przyciąga, lecz nie na tyle by całkowicie zatracić się w lekturze. O ile pierwsza część mnie zaintrygowała, tak druga momentami przynudzała... Mimo to słodko-gorzki charakter Alicji w krainie rzeczywistości daje do myślenia, w moim przypadku głównie nad Lewisem Carrollem, człowiekiem, który w życie Alicji wplótł bajkę... lecz go bajką nie uczynił...

Hmm ciekawa książka. Od najmłodszych lat fascynowałam się Alicją więc pewnie i po tę książkę sięgnę ;))
OdpowiedzUsuńA ja jeszcze nie miałam okazji przeczytać "Alicji w Krainie Czarów" :) Filmy, bajki oglądałam, ale samej książki niestety w rękach nie miałam :)
Usuńwiesz to autorka Żony Lotnika tak(?) - bardzo podobała mi się Zona... więc chce poznać inne książki tej autorki, a temat Alicji tego kto był jej pierwowzorem;) Pozdrawiam cieplutko;)
OdpowiedzUsuńTak, to ta sama autorka. Póki co w Polsce wydano tylko te dwie książki jej autorstwa, tj. "Alicję..." i "Żonę..." :)
UsuńJuż pierwsze słowa książki, które zacytowałaś na początku recenzji zachęciły mnie do lektury tej książki. Interesujący jest również skrupulatny opis wiktoriańskiej Anglii. Poszukam tej książki w bibliotece.
OdpowiedzUsuńSpołeczeństwo wiktoriańskiej Anglii przedstawione jest bardzo dokładnie, wraz z obowiązującą etykietą, obyczajami, ba, nawet modą :)
UsuńCieszę się, ze tak wnikliwie potraktowałaś i wysoko oceniłaś tę książkę- od kilku lat mam ją na półce i wciąż nieprzeczytaną... może uda mi się wkrótce na nią zabrać, bo przypomniałaś mi, dlaczego ją w ogóle chciałam mieć:)
OdpowiedzUsuńWiesz, nie mogłam tak do końca oddać swoich odczuć, emocji, które towarzyszyły mi w trakcie lektury, bo recenzja byłaby pełna spoilerów... Dlatego też dość pobieżnie musiałam o "Alicji..." napisać.
UsuńA skoro masz tą książkę na półce, to pozostaje mi czekać na Twoją recenzję :)
Ja też czuję się zachęcona, mimo słodko-gorzkiego wydźwięku :)
OdpowiedzUsuńNie wiem dlaczego "mimo", bo tak na dobrą sprawę właśnie ten słodko-gorzki charakter powieści, pociąga w niej najbardziej :)
UsuńLewis Carroll już od jakiegoś czasu mnie do siebie przyciąga, mam nawet gdzieś jakąś biografię. Ale zdecydowanie najpierw sięgnę po książkę Melanie Benjamin - Żona Lotnika strasznie mi się podobała i od tego czasu myślę intensywnie o "Alicji..". Jednej z moich ulubionych książek dziecięcych zresztą :)
OdpowiedzUsuńTo powiem Ci, że "Alicja..." jest w ten sam sposób skonstruowana, tj. za pomocą retrospekcji :)
UsuńMyślę, że kiedyś się na nią skuszę :)
OdpowiedzUsuńCieszę się :)
Usuń"Alicja.." jest jedną z moich ulubionych książek, dlatego chętnie dowiem się czegoś więcej na jej temat:)
OdpowiedzUsuńW takim razie myślę, że powinna Ci się spodobać ta książka, a przy okazji może zmienić Twój pogląd na dzieło Carrolla :)
UsuńPrzyznam, że ciekawi mnie ta książka. "Alicję w krainie czarów" bardzo lubię, dlatego z czystej ciekawości przeczytałaby zrecenzowaną przez Ciebie pozycję.
OdpowiedzUsuńW takim razie będę czekać na Twoją recenzję, kiedy już uda Ci się znaleźć tą powieść :)
Usuń